zaliczyłam dziś kompletny spadek formy. wszystko zaczęło się rozpadać a ja zostałam sama na placu boju ze wszystkimi problemami. jak to mam w zwyczaju, skończyła mi się energia przed ostatnią prostą. najchętniej wpełzłabym pod kocyk i poszła spać. czuję, że do 10 sierpnia mam zaplanowany każdy dzień życia, a po 10 jest wielka pustka.
w wolnych chwilach martwię się na zapas.
jestem zmęczona, mój organizm też juz ma dosyć. moje lalki głośno krzyczą z pudełek o chwilę uwagi. chyba zabiorę je na mazury i będę dziergać pod masztem:(
trudno, jakoś to będzie. jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
skomentuj (0)